|
O życiu naszym pomiędzy wsią i miastem!
sobota, 28 stycznia 2012
czwartek, 19 stycznia 2012
na granicy dwóch światów. Najpierw 5 dni wymioty i mdłości. Kroplówki i p.bólowe. Teraz już mamy motylki i podskórnie dawkujemy morfinę. Mdłości są od głowy, bo podniesienie się czy gwałtowny ruch głową powodują wymioty. Mama ma wszczepiony kardiowerter. Urządzenie reaguje elektrowstrząsami jeśli serce tego potrzebuje. Od trzech lat zadziałał wczoraj po raz pierwszy. Mamie zrobiło się nagle słabo a potem nastąpiło wyładowanie i taki wstrząs, że mama podskoczyła w górę. Była cały czas przytomna. Dobrze, że była siostra, bo ja byłam przy niej a ona wzywała karetkę.Zadziałał 3 razy. Byłam w szoku, bo tylko na filmach widziałam jak wyglądają takie akcje. Na izbie przyjęć ustabilizowali serce i po północy przywieźli mamę do domu. Tak bardzo nie chciała tam zostać. I wcale się nie dziwię. Ja też wolę się nią opiekować w domu. Miałam nic nie napisać, ale chyba potrzebowałam. To dzieje się już szybko teraz. Z dnia na dzień. Mama nie myśli i nie mówi o śmierci. Wczoraj żartowała z ratownikami z karetki. A ja zbieram siły na kolejne dni. Ściskam Was i potrzebuję...
czwartek, 12 stycznia 2012
Jestem taka dumna z Amelki. Dziś byłam na zebraniu. Opisowa ocena półroczna. Same szóstki i piątki z edukacji wczesnoszkolej! Angielski i niemiecki - szóstki! Notatka na końcu arkusza: "Posiada duże możliwości jednak nie ujawnia ich ze względu na swoją nieśmiałość" :) Jestem tym bardziej dumna i wzruszona, bo wiem w jakim okresie pracowała i jak dużo ją to wszystko kosztuje. Ale właśnie mija piękny tydzień, który spędzamy obie w Krakowie. Córcia ma mnie na własność: kąpiemy się w piance w wannie z wodą po brzegi, jemy nutellę i frytki na przemian z lodami. Chodzimy na zakupy, oglądamy filmy przy popcornie. Przytulamy się ile się da i całujemy ile się da. Widzę jak bardzo tego potrzebowała. Wyciszyła się, śmieje się w głos. Moja dzielna kobitka! Okazało się, że samej sobie zrobiłam wielkie SPA psychiczne. Mam znów dużo siły.
poniedziałek, 09 stycznia 2012
To, że moja młodsza siostra myśli, że robi, mówi i żyje najlepiej na tej ziemi - przestało mnie już męczyć. Drażnią mnie jej wywody kto co powinien wg niej. Staram się puszczać mimo uszu. Ale kiedy dotyczy to wychowania moich dzieci - przyznaję, że gotuję, spinam się i zielenieję. I wcale nie dlatego, że uważam się za super-bezbłędną-bezawaryjną-bez skazy-matkę, której nie można niczego doradzić. Przyjmuję z wdzięcznością każdą poradę. Ale jak jej potrzebuję! A sytuacja ma się tak: Amelka ma ciężkie chwile i dni odkąd zjawił się Michaś. Zanim się zjawił mieliśmy to szczęście, że uczestniczyliśmy w Szkole dla Rodziców organizowaną przez panią psycholog z przedszkola Amelki. Dzięki temu wiemy co się może dziać w główce dziecka, jak się z nim dogadać i przetrwać. Więc od roku w życiu 7-letniej Amelki zmiany są takie: - pojawia się nowy członek rodziny - choruje babcia - nie jedziemy na wakacje - nowa szkoła - mama cały czas z babcią, a ona z tatą i bratem w Kraku I uczucia jakie jej w związku z tym towarzyszą? Strach, zazdrość, tęsknota i rozpaczliwe próby zwracania na siebie uwagi. I my-rodzice to widzimy. Przytulam, całuję, chwalę i staram się znaleźć czas tylko dla niej, lub tylko dla Michasia. Na króciutko, ale tylko tete-a-tete. A moja siostra komentuje w niedzielę płacz i histerie Amelki tak: "za dużo jej pozwalacie, wejdzie wam na głowę, u mnie by to nie przeszło...itp" Słyszał to J. zagotował ale nic nie odrzekł, bo mama była przy tym. Moja siostra najlepiej wlałaby jej w tyłek i zamknęła w piwnicy. A co robię ja? Biorę na kolana, przytulam, uspokajam i pytam o co tak naprawdę chodzi. I wiecie o co? Tekst Amelki: "chciałabym też być chora na raka, żebyś się tylko mną zajmowała" Nie zawsze wytrzymuję jej histerie. Czasem muszę wrzasnąć, żeby przerwać mantrę. Ale nigdy nie pozwolę komuś na odepchnięcie czy złe potraktowanie mojej córki tylko dlatego, że jest wrażliwa i bardzo emocjonalna, a Michaś super-grzeczny. M. ma jednego synka tresowanego przez tatusia od najmłodszych lat metodą: jesteś beznadziejny. I chyba dlatego tak trudno znaleźć zrozumienie dla naszej Wielkiej Miłości... I tak to, w sytuacji, w której znalazła się moja czwóreczka, muszę jeszcze poza codziennością walczyć z taką głupotą eeeehhh
niedziela, 08 stycznia 2012
W sobotę koło południa przyjechały dwie bardzo miłe panie: lekarka i pielęgniarka. Rozmowa z mamą, wywiad, przegląd kart szpitalnych. Mama dostała dawki leków opioidalnych do następnej wizyty. We wtorek mama miała jechać na pobranie krwi po drugiej chemii. Teraz już nie musi, bo przyjedzie pielęgniarka i pobierze jej krew w domu. Wizyty będą tak częste jak tylko będzie to potrzebne. Poczułam, że mam w zasięgu bardzo ważną pomoc i wsparcie medyczne na telefon. Obie panie zostawiły nr telefonów komórkowych. Mamę boli już bardzo. Po pierwszej dawce morfiny śpi z krótkimi przerwami prawie cały dzień. Doraźnie mamy też tabletki "różowe" do szybkiego działania. Gdyby tamte zażywane 2 razy dziennie nie pomagały.Tyle na razie możemy zrobić. Póki może połykać-są tabletki. Potem będą plastry i kroplówka. Dziękuję za to hospicjum. Wiem, że pomogą w każdej chwili. Musimy zwalczyć ból, bo jest już nie do zniesienia i pojawia się co raz to w innym miejscu :( Przyjechałam dziś z Amelką do Krakowa. Na dwa dni. Jacek został na wsi z mamą. Chciałam Amelce wynagrodzić te dni rozłąki. Planujemy kino i spotkania z koleżankami. I ja też potrzebuję połazić po sklepach i odreagować. Boziu jaka jestem zmęczona...
środa, 04 stycznia 2012
Okazał się mądrzejszy niż jego tatuś. Nie chciał mi zawracać głowy, to tata wymyślił całą akcję. Nie musiałam nic mówić, sam widział w jakim stanie jest babcia. Przyjechali z moim szwagrem i wrócili do Zabierzowa. Niech się siostra zajmie bratankiem, skoro to takie "nic". Jesteśmy po 2-giej chemii. Boli. Boli już bardzo. Jutro jadę do poradni paliatywnej, żeby załatwić hospicjum domowe i leki opioidalne. Kiedy boli, mama traci całą wiarę w sens leczenia. A ja jestem bezradna. I to mnie dobija. Bezradność. Ja-kobieta czynu nie mogę nic zrobić. Tylko być. A Michaś mówi przez telefon: "kofam cie mamo"
wtorek, 03 stycznia 2012
Jestem za mało asertywna. Staję się taka powoli z wiekiem, po prostu chyba zaczynam myśleć o sobie a nie tylko o innych. Ludzie wokół mnie, rodzina, bliscy znajomi przyzwyczaili się, że ja się z uśmiechem zgadzam, pomagam, proponuję i w ogóle nie mam nic przeciw. Ale tym razem przesadzili. Mój brat mieszkający w Norwegii przysyła mi na miesiąc synka 18-letniego, żeby ten zrobił sobie w Polsce prawo jazdy. I dowiaduję się o tym od mojej siostry wczoraj, bo ani zainteresowany, ani brat nie byli łaskawi do mnie zadzwonić. Jechałam z zakupów i zalewała mnie krew. Nakręcałam się coraz bardziej, aż wypłakałam się J. Bo ja nie wiem, jak można było w moje sytuacji coś takiego wymyśleć! Mam umierającą mamę i niedołężnego ojca pod opieką i tak po prostu na miesiąc mam przyjąć gościa do domu...I teksty: przecież on sobie sam jedzenie, sam, nie będzie przeszkadzał - rozwścieczały mnie coraz bardziej. Bo jak sobie odwrócę sytuację, to mnie by nawet przez myśl nie przeszło, żeby coś takiego komuś zaproponować w sytuacji jak ta. Kiedy w końcu brat dziś zadzwonił powiedziałam grzecznie "nie". Był zdumiony, a ja nadal grzecznie, że jest jeszcze ciocia w Krakowie, ciocia w Zabierzowie, które nie mają takiej sytuacji jak ja. I udawałam, że tracę zasięg i go nie słyszę. Jutro podobno wnuczek ma do babci, czyli tutaj przyjechać, więc sobie przeprowadzę z nim rozmowę. Jestem w szoku generalnie. Że nikt nie przejmuje się tym przez co ja przechodzę, z czym się mierzę codziennie. Po prostu powinnam się cieszyć, że mogę pomóc. Świat zwariował, czy ja wredna jestem?
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Obejrzeliśmy z mężem film "Musimy porozmawiać o Kevinie". Miałam ciary wszędzie i nie mogłam zasnąć w nocy. Rano patrzyłam na swoje dzieci i myślałam jakimi będą ludźmi. Polecam, żeby zobaczyć do czego doprowadza "niekochanie".
sobota, 31 grudnia 2011
Życzę Wam w roku 2012 zdrowia i miłości zewsząd. Siły, aby zmieniać to co da się zmienić. Wiary w spełnianie marzeń I wdzięczności za każdy przeżyty dzień Renata z urwisami
środa, 21 grudnia 2011
Bigos już zrobiony (na winie, z grzybami i mięskiem pieczonym i mnóstwem ziół). Kapusta z grochem "dochodzi". Kaczka zapeklowana, szynka i karczek też. Dzieci w sobotę wycinały a potem dekorowały pierniczki. Wyszły pyszne jak nigdy i obdarowuję nimi sąsiadów :)) Mama zbiera siły po chemii. Dziś jest ze mną cały dzień i próbuje moje potrawy. Czuje się troszkę lepiej. Bardzo się cieszy na przyjazd rodzinki. Na Święta będziemy mieć w domu 13 osób. Mam nadzieję, że wszyscy jakoś się dogadamy :)) Pada śnieg i jest mroźno. Ciekawe czy na Święta spadnie? |