|
O życiu naszym pomiędzy wsią i miastem!
poniedziałek, 14 maja 2012
I coraz mniej mam czasu na bloga. Takie banalne, ale prawdziwe :) Na wsi szaleństwo budowlane. Nie można wejść do domu nieubłoconą nogą, bo od kilku dni pracuje koparka i równa teren. Są wycinane drzewa, jest wkopywane szambo ekologiczne. Jednocześnie w środku wykończeniówka (gipsy, płytki itp). A ja na dwa domy! Zmieniam ciuchy w walizeczce, piorę trochę tu trochę tam. W międzyczasie szkoła, przedszkole i jakieś wizyty lekarskie. A jeszcze nasza firma! Dwa dni byliśmy na Targach w Płocku. Babcia została z dziećmi w Kraku. Jakoś ciężko znoszą rozstania obydwoje. Amelka płacze wieczorami a Misiek wzdycha: "do mamy cie (chce)". Ja też nie lubię, ale czasem musimy wyjechać razem. Taka praca. Ale są dzielni bardzo i czekamy z utęsknieniem na wakacje, które już tuż tuż :) A na tarasie zrobiłam sobie małą Prowansję i jak dopadnę aparat, to wreszcie zrobię zdjęcia. Aaa i jeszcze zakupiliśmy takie urządzenie do odstraszania psów i kotów, bo robią nam łapkami masakrę na deseczkach. Ale jak zauważyłam po kilku dniach- urządzenie je wręcz zachęca chyba, żeby z ciekawości do niego podchodziły (ma emitować jakieś wysokie, nieprzyjemne dźwięki dla zwierzaków). Więc w efekcie śladów łapek mam zdecydowanie więcej. Więc pozdrawiam Was kochane trochę w biegu. Czytam Was i pamiętam, ale chwilowo będę tu rzadziej niż zwykle :) Ciao!
piątek, 27 kwietnia 2012
Obudziłam się dziś o 2 w nocy i już było po śnie...Bo dziś 27 kwietnia, piątek. Przewija mi się film z tamtego piątkowego wieczoru. Pamiętam i przeżywam na nowo. Czas wcale nie wymazuje obrazów. Trochę je zaciera, może łagodzi, ale nie znikają. Akurat tych scen chciałabym nie pamiętać, bo kłują serce. Więc przywołuję te fajniejsze. I jest lepiej. Trzy miesiące, a jakby wczoraj...
wtorek, 24 kwietnia 2012
Cały przyszły tydzień zostajemy na wsi. Sadzenie jarzynek, kwiatów, koszenie trawy-uwielbiam! Czekamy na zakończenie projektu zagospodarowania naszego ogrodu i ruszamy z realizacją! Jest tyle pracy, że ja nie ogarniam. Ja nie, ale mój J tak i to mnie bardzo cieszy :) I w ogóle już tak wakacyjnie się czuję. Może dlatego, że szykują nam się dwa miesiące wspaniałych wakacyjnych dni na wsi. A na początku lipca mamy gości przemiłych i już się cieszę na wspólne wieczory! Bo w ciągu dnia gwarantuję leżenie na łące :)) A moja siostra nie ustaje w prowadzeniu wojenki przeciwko nam, mnie... nie wiem. Szkoda mi jej, bo widzę, że chyba nie może się pogodzić z odejściem Mamy...Tak to sobie tłumaczę. Teraz wymyśliła, że nie szanujemy ojca. A na pytanie o konkrety jest kręcenie i posługiwanie się językiem, który promuje aktualnie partia PIS. Generalnie nie żyjemy tak jak ona by chciała... Witaj wiosno!
piątek, 20 kwietnia 2012
Kurcze, ale to orka na ugorze. Czy ktoś może z ręką na sercu powiedzieć, że dziecię w zasadzie jest idealne, bo słucha, bo nie pyskuje, bo sprząta, bo chętnie pomaga itp... Co jakiś czas mamy jazdy z Amelką odnośnie jej zachowania. To, że wywraca oczami, wychodzi do pokoju w trakcie mojej prośby, wrzeszczy, tupie, krzyczy na koleżanki, popycha i szturcha brata itp, itd Po każdym takim zachowaniu rozmawiamy, ona płacze i przeprasza. Obiecuje poprawę. Działa na tydzień, może dwa. Męczy mnie rola kata, mękoły proszącej codziennie o to samo: umyj zęby, kładź się, bo już pora, wstawaj kochanie (5 razy rano), posprzątaj. Więc wczoraj, po akcji wrzasku na ciocię, mamę jej koleżanki, popchnięciu Michała bo chciał wejść do pokoju, wieczorem zaczęłam rozmowę. Jak się spodziewałam- histeryczny szloch i obiecanie poprawy było natychmiastowe. Tylko, że tym razem rano ponowiłam w samochodzie rozmowę, określiłam jasne granice, powiedziałam o swoich odczuciach i że bardzo ją kocham, ale właśnie z miłości musi nastąpić duża zmiana w jej zachowaniu. Szła smutna jak zbity pies. Oczywiście teksty w jej stylu: jestem do niczego, nie dam rady itp... Ciężkie życie mają dzieciaki teraz? Chyba zbyt łatwe właśnie. I musimy nad jej charakterem pracować. Bo będzie i jej i nam ciężko, kiedy hormony zaszaleją...
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
J jest z dziećmi w Kraku. Jutro się zamieniamy i on tu na wieś przyjedzie. Ja w wolnym tempie posprzątałam, umyłam okna. Nadrobiłam zaległości w firmowej korespondencji. I teraz oglądam "Pod słońcem Toskanii" :) I jak nie wierzyć w znaki i to, że wszystko jest możliwe i że nie trzeba bać się zmian i na Boga....żyć!! "Żal to strata czasu. To przeszłość, która cię okalecza w teraźniejszości" I lampka wina zakupionego w Pommeuse dopełnia chwili szczęśliwości. Miłego wieczoru!
czwartek, 12 kwietnia 2012
To były najpiękniejsze Święta naszej rodzinki. Czas darowany sobie i dzieciom. Camping i warunki przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Wejście do campingu znajdowało się na wprost stacji kolejki RER. Po wykupieniu Paris-visit mieliśmy bilety do poruszania się po całym Paryżu i na dojazd RER. Nasze dzieci to cudni kompani w podróży - zachwyt i zero marudzenia! Uważam, że każdy kto ma dzieciaczki powinien odwiedzić Disneyland, gdzie można zanurzyć się w bajkach :) i mówię to z pełnym przekonaniem. Nie wiem ile z tego zapamięta Michaś, bo Amelka wyrażała zachwyt podskokami. A sam Paryż...eeeehhhh..... no za mało czasu, wiele nieodkrytych zakamarków. Ale czar tego miasta i atmosfera- na zawsze pozostaną w serduchu. A zresztą same zobaczcie! Wybrałam kilka z całego mnóstwa zdjęć.
Witamy w Disneylandzie!
Labirynt Alicji z krainy czarów
Tutaj spadało się windą w dół :)
A tam na skałach mknie Amelka z tatą w kolejce. wiuuuuuuu!
Paryż!
W tle Notre Dame - marzenie Amelki, żeby ją zobaczyć -spełnione!
A Luwr przytłacza ogromem!
Gdzieś na Montmartre
A tu mogłabym siedzieć cały dzień! Sklep z serami.
A jeśli macie ochotę zobaczyć filmik z mojej ulubionej przejażdżki to zapraszam: Disneyland- small word i z parady Parada postaci z filmów Disneya
wtorek, 03 kwietnia 2012
O tej godzinie przestałam mieć złudzenia na sen. Więc wstałam, zrobiłam sobie kawę, przeglądam spis rzeczy do spakowania. Dziś 6-klasiści piszą test, więc Amelka ma wolne. Odwiozę Michasia do przedszkola a sama zajmę się pakowaniem. Ojca odwożę do mojego brata do Gliwic. Miał być u siostry, ale z powodu jej kłopotów z psychiką-wolę nie ryzykować. Brat pracuje w Norwegii, ale przyjeżdża co 3 tygodnie i ucieszył się, że może ojca gościć u siebie. W zasadzie to obydwaj się ucieszyli :)) Kiedy pisałam testament, to uśmiechałam się na myśl o minach obdarowanych :) I sprawia mi to niesamowitą frajdę. Gdybym już nie miała czasu napisać, to chcę Wam życzyć cudownych Świąt Wielkiejnocy pośród tych, których kochacie. I nie napracujcie się za bardzo przed, żeby móc choć troszkę poleniuchować! Renata
sobota, 31 marca 2012
Uczucie to jest mi obce. Naprawdę. Potrafię się szczerze cieszyć, że się komuś układa, że ktoś miał szczęście, że ma dobrą pracę itd.. A moja siostra dziś powiedziała mi przez telefon, że ja rozbijam rodzinę bo wyjeżdżam na Święta. Pierwsze Święta bez Mamy a ja śmiem wyjeżdżać. I że śmierć mamy była mi na rękę.. I wiele innych podobnych bzdur. Zanim rzuciłam słuchawką, powiedziałam, że żal mi jej i że pierd....li jak potłuczona. Na koniec dostałam sms-a, że powinnam zrobić rachunek sumienia. Wypiłam pół flaszki wina i pytam mojego J o co chodzi, z płaczem oczywiście. A on spokojnie: bo ci k...wa zazdrości! Bo ci się układa, bo masz wszystko co chcesz i jeszcze wyjeżdżasz gdzie chcesz. A na dodatek będziesz mieć piękny pensjonat! Więc odpisałam, że ja sumienie mam czyste a jej nie chcę widzieć w moim życiu. Po prostu szkoda mi czasu na takie osoby, nawet spokrewnione. Nieszczere i obłudne. Szkoda życia. A dla mamy kupiłam dziś przepiękne wrzosy w zaj...cie żółtym koszyku :))
środa, 28 marca 2012
Już za tydzień wyjeżdżamy! Kupiony przewodnik po Paryżu, w połowie przeczytany. Bilety do Disneylandu też zakupione. Okazało się kolejny raz, że kupowanie przez internet jest o wiele tańsze. Zawsze mnie to dziwiło. Bo dla przykładu wejściówka dla dorosłego na cały dzień do jednego Parku (a są 2) kosztuje na stronie Disneylandu 61 eur. Ja kupiłam taką samą wejściówkę na stronie FNAC (taki nasz Empik) za 35 eur. Niesamowite! Fachowcy już miesiąc okupują nasz dom na wsi. Okazało się, że wykończenie dwóch kondygnacji pod potrzeby turystów nie jest tak szybkie jak myślałam. W każdym pokoju ma być łazienka+TV. Kuchnia otwarta na każdym piętrze. Kotłują się budowlańcy z hydraulikami. A mój mąż łysieje i siwieje coraz bardziej :) Ale jak twierdzi będzie k....a pięknie! Pierwsze pokoje będą czynne myślę w wakacje, ale nie chcę zapeszać.... Pieniądze z konta znikają w tempie astronomicznym, a zwrot 50% z Agencji dostaniemy po 3 miesiącach od zakończenia. Super! Ja robię co mogę, żeby projekty jakoś szły, ale przyznaję, że nie mogę się jakoś zabrać za konkrety. Czekam na wyjazd, bo muszę się całkowicie zresetować. Bo codzienna poranna, samotna walka z dwójką maluchów w celu wyprawienia ich do szkoły/przedszkola, a potem popołudniowa walka, żeby się nie zagryźli+odrabianie lekcji+ posiłki+sprzątanie i wszystkie duperele - męczą mnie okrutnie. Ale uśmiecham się i pozytywnie myślę. Bo bardzo wierzę w pozytywną energię, która czyni cuda :)) Kiedy dopadają mnie czarne myśli - natychmiast staram się to zmienić. Bo świat jest wielką energią. Jeśli ją zakłócamy smutkiem - przyciągamy tę gorszą stronę świata. Ale pierdoły dziś piszę! Zakończę tylko pytaniem: czy macie spisany testament? Bo my właśnie piszemy. Nie żebyśmy mieli wielki majątek, ale szkoda nam, żeby to przepadło kiedy nas szlag trafi. Więc wybraliśmy "szczęśliwców" i...to nikt z rodziny, ha!!! Będzie niespodzianka :))
środa, 21 marca 2012
Michaś: "mamoooooo" Ja: "słucham cię kochanie" Michaś: "kochamsie mamoooo" Ja: ja ciebie też synku!
za 10 min... Michaś: mamoooooo Ja: tak synku? Michaś: kochamsiebajdzio mamooo Ja: super, ja ciebie też!
za kolejne chwil kilka... Michaś: mamooooo Ja: tak? Michaś: kochamsie bardzo mamooooooo
No i tak mam 100 razy na dzień :)) A ponieważ jest chory, ilość ta się podwaja :)) Też cię kocham synku! Bardzo!
|